Historia 13
Dzisiaj mieliśmy dość ciekawy zajęcia. Po ostatnich przygnębiających wypadkach, Quiana postanowiła ogłosić konkurs na najładniejszego kucyka. Nasze kochane samce oczywiście uznały to za głupote i poszli się zająć bardziej „pożytecznymi” rzeczami. Według mnie to był fajny pomysł. W skład sędziowski miały wejść: Quiana, Cassidy,Luna i ja. Pozostałe wilczyce miały 2 godziny, by przygotować swoje kuce. W tym czasie Black Hope poszła coś upolować na małą imprezkę po pokazie. Wilczyce uwinęły się szybciej. Zaczął się występ. Każdy kuc był bardzo ładnie przystrojony, że było aż trudno wybrać zwycięzcę. Były tam Calineczka, mumia, motylek, duch, Indianin, cowboy, wampir, księżniczka i wiele innych. Nie mogłam się zdecydować. Po 10 minutach burzliwej kłótni między jury doszłyśmy do wniosku, że nie ma zwycięzcy. No cóż, może następnym razem nam się uda wybrać kogoś. Jednak po pokazie czekała na nas niezła wyżerka. Różnego rodzaju mięso, które było bardzo dobrze doprawione, świeże owoce leśne, soczysta trawa dla kucyków, ale nic nie mogło przebić miny naszych chłopców na widok tego jedzenia. Z początku udawali, że nic się nie stało. Później już nie mogli wytrzymać i zaczęli się do nas łasić. W końcu dałyśmy się ubłagać, ale zostały im tylko resztki. Zastanawialiśmy się co robić dalej. Postanowiliśmy się pobawić w berka z kucami w świetle gwiazd. Zabawa była udana do czasu, kiedy nie pojawił się mały problem. Otóż cały czas mi się wydawało, że ktoś mnie obserwuje. Każdy ruch. Na początku zignorowałam to, ale później było to trudne. Obracałam się w każdą stronę, by zobaczyć kto się na mnie bezczelnie gapi. Skierowałam się w stronę źródełka, bo chciało mi się strasznie pić po bieganiu. Reszta nadal bawiła się w najlepsze. Woda była zimna, ale mi to pasowało. Zobaczyłam jednak w za mną jakiś kształt w odbiciu wody. Odwróciłam się i stanęłam prawie dotykając nosem Scara. Uśmiechnął się podle.
-Widzę, że mnie znowu podrywasz- stwierdził.
-Ja? Ja się bynajmniej nie patrzę na wilki całymi godzinami- powiedziałam, odsuwając się od niego.
-Nie zmieniałaś się przez te lata w ogóle – mruknął.
-Za to ty bardzo. Czy mógłbyś dać nam w końcu święty spokój? – spytałam się go.
-Nie. Byłoby za łatwo. Ale nie przyszedłem dzisiaj po to, żeby pogadać z tobą. Mam dla ciebie wiadomość. Te dwa, małe szczeniaki co się przypałętały do nas, zostają na zawsze. Uznaliśmy, że czas wychować porządnie chociaż ta dwójkę- odpowiedział Scar.
-Ale to nie są twoje dzieci! Oraz co to znaczy „przypałętały się”? Sami je uprowadziliście- byłam już rozłoszczona nie na żarty.
-Może i nie są moje – Scar uśmiechnął się tajemniczo – Do zobaczenia Channel! Mam nadzieję, że znowu się spotkamy kiedyś.
Odwrócił się, po czym pognał w stronę lasu pozostawiając mnie z mało optymistycznymi myślami.
-Channel
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz